Co mówili moi bezdzietni znajomi kiedy byłam w ciąży?
Kiedy zaszłam w ciążę i zadzwoniłam do koleżanki by podzielić się z nią wiadomością i usłyszałam w słuchawce bardzo szczere wyznanie: " Wiesz... teraz to nie widzę sensu byśmy się spotykały kiedy nie można się z tobą napić." roześmiałam się, bo byłam przekonana, że to taki kąśliwy żart. Nic bardziej mylnego, bo dalsza rozmowa wyprowadziła mnie z błędu - to było na serio. Bolesne do granic, bo dowiedziałam się, że balanga ze mną jest zajebista, ale spokojne spotkanka przy herbatce to już nie bardzo. Obydwie musiałyśmy poszukać wśród swoich znajomych, osób, z którymi od tamtej chwili miałyśmy się spotykać.
W sumie w samej ciąży nie było jeszcze tak źle, bo mogłam wyjść późnym wieczorem czy w nocy by być wśród tych wszystkich niedzieciatych ludzi, choć przyjemność przebywania z nimi z godziny na godzinę stawała się co raz mniejsza, oni co raz bardziej pijani, co raz głośniejsi, powtarzający wypowiedzi raz za razem, czasem bełkoczący, ale chcąc podtrzymać znajomość można było się przemęczyć (choć senność odczuwałam niesamowitą).
Moi bezdzietni znajomi prześcigali się w decydowaniu o tym jak na imię będzie miał mój syn. Ciekawe to jest. Póki jesteś w ciąży, każdy uzurpuje sobie prawo by wyrazić na głos opinię jak chujowe jest to imię, które wybraliście. Mówią: "Niech będzie Borys" a Ty wtedy czujesz, że nawet jak miał być Borys, to już nie chcesz. Bo chcecie sami o tym zadecydować. I zauważ jedno. Oni wszyscy zamilkną w tym temacie kiedy wreszcie powijesz swojego bobasa. I nawet jak wybierzesz najdziwniejsze imię jakie może Ci teraz przyjść do głowy, nie powiedzą już nic. Największy wyraz dezaprobaty to skrzywiona mina. Dlaczego oni tak głosują a potem nagle milkną? Nie wiadomo. Może dlatego, że jak już jest na świecie jakiś nowy człowiek to nie wypada?
Moi bezdzietni znajomi mówili, że jak wreszcie urodzę to sobie odbijemy, zabalujemy, wyjdziemy na nocną włóczęgę. "Wreszcie będziesz mogła się napić, zostawisz małego teściom." Absurd goni absurd. Jeśli masz dzieci, wiesz, że noworodek jest kruchy, wrażliwy i potrzebuje Twojej obecności, tulenia, uwagi. Wiesz też, że wcale nie chce Ci się łazić po klubach, szlajać po nocy, bo nie będzie kiedy tego odespać. Ba! Nie będzie kiedy w ogóle przymknąć oka na dłużej niż 3 godziny. Wiesz, że każda noc będzie nieprzespana, że nawet jeśli maleństwo zbudzi się raz, to zajmie to jakieś 45 minut zanim utulisz je do snu ponownie, a nie tylko przekręcisz się na drugi bok. Dlaczego? bo nagle się okaże, że jest kupa, albo że trzeba nakarmić, albo zawinąć ciasno w kocyk i polulać przy dźwiękach suszarki lub okapu.
Bezdzietni znajomi, nawet jeśli bardzo chcą, to nigdy nie zrozumieją tego dogłębnie. Piszę tu o tych, którzy nigdy nie będą chcieli mieć dzieci i o tych którzy cały czas pracują nad swoimi, i o tych, którzy jeszcze nie wiedzą. Będą dawali Ci rady, które nigdy nie trafią w sedno. Nie znajdą odpowiedzi na Twoje pytania, czy zagadnienia - czy jeśli obudzi się w nocy, to też zmieniać pieluszkę? czy od razu karmić, czy najpierw odczekać chwilę, bo może zaśnie, czy potem ululać, a dopiero jak to nie poskutkuje to zmienić pieluszkę i nakarmić. Czy odkładać do łóżeczka, czy spać razem na kupie? Mętlik kurwa mętlik. A Ciebie zaczynają traktować jak wariatkę. Ale do czasu.
Do czasu, kiedy nie zadzwoni ta sama koleżanka od drinka z wiadomością, że teraz ona jest w ciąży i, że jej koleżanki mówią, że ona ma tylko jeden temat do rozmowy, że się zmieniła. Powie, że brakuje jej kogoś kto wie co ona teraz czuje. Jak urodzi zacznie dzwonić, lub raczej pisać (bo jak tu gadać kiedy mały śpi) i pytać skąd wiedziałaś, ile mililitrów mleka jest w Twoich cyckach, dlaczego on płacze, czy to kolka, czy to płacz mózgowy, czy szczepiłaś 5 w 1,czy 6 w 1.... Opowie o tym jak wkurwiają ją jej bezdzietni znajomi, którzy dają złote rady - Nie noś bo przyzwyczaisz. Po co ci plan dnia? Idź na żywioł. Jak go przetrzymasz do północy to później wstanie (taaaa jasne!).... A Ty pomyślisz "skąd ja to znam?"
Tylko ci, którzy faktycznie nie będą chcieli albo nie będą mogli, albo po prostu nie będą mieli dzieci, będą myśleli, że jesteś pierdolnięta. Bo ich tor myślenia jest jeden (i przyznaję się przed Wami, że ja też taki miałam) - U MNIE BYŁOBY ZUPEŁNIE INACZEJ. - i tu każdy wkleja swoją idealną wizję ciąży i rodzicielstwa. A wiecie czym zajmuje się, życie? Życie to weryfikuje, jeśli tylko ma na to okazję. Bo mały człowiek, to też człowiek. Jest oddzielny, ma swój charakter, swoje potrzeby, swój temperament i już w czasie ciąży potrafi pokazać, że nie będzie tak jak Ty tego chcesz. Jest Was (co najmniej) dwoje i czy Ci się to podoba czy nie musisz brać jego zdanie, potrzeby i humory pod uwagę. Ale już nigdy nie będziesz sama.
Zaciekawił Cię ten post? Chcesz o tym podyskutować? Udostępnij go swoim znajomym, lub zostaw komentarz.
Zaciekawił Cię ten post? Chcesz o tym podyskutować? Udostępnij go swoim znajomym, lub zostaw komentarz.

skąd ja to znam! ;-)))
OdpowiedzUsuń