Co jest w stanie zrobić dziecko kiedy nie chce iść do przedszkola?
"Jezus Maria! Jedziemy na ostry dyżur!" wykrzyknęłam rozwścieczona do mojego Starego kiedy zobaczyłam mojego trzylatka w jego oscarowej roli.
Jak się zaczęło? Rano wstał, przyszedł do sypialni chwaląc się najgłośniej jak potrafi, że zrobił kupę. Ehh facet pomyślałam jak co rano i jak co rano zadałam sobie w głowie pytanie "Co ci faceci mają z tym sraniem?" Srają godzinami, na okrągło, rozkminiają czy już zrobili czy jeszcze nie, starszy syn sprawdza małemy pieluszkę "na dotyk" i z wykrzywioną miną informuje mnie, że jest kupacha u Małego w pieluszce. Ale nie o tym.
Klasycznie jak zawsze o 6:00 rano ja przeniosłam się na łóżko starszego by obserwować jednym otwartym okiem czy się nie tłuką w porannej zabawie i czy nie wchodzą na parapety, a Stary przeniósł się na kanapę do salonu robić to samo co ja. Taka ochrona rodzicielska, kiedy wstać się jeszcze nie da. Zabawa trwała w najlepsze, bieganie, skakanie szaleństwo. Potem błaganie o śniadanie i koncert życzeń: naleśniki z prażonym jabłuszkiem, albo parówki ułożone w zegar z pomidorem i wskazówki z ketchupu, albo płatki jaglane na wodzie z tartym jabłkiem, serkiem waniliowym posypane żurawiną. Tylko dużo! Obecnie 9 jest dużo, więc wykrzykiwał, że ma być dziewięć żurawin.
Po śniadaniu ubieranie i pakowanie drugiego śniadania - również na życzenie - dwie kanapki z chleba upieczonego przez babcię z żółtym serem i pomidorki koktajlowe. Chryste Panie, dobrze, że to wszystko udało mi się znaleźć w kuchni i nie trzeba było lecieć do Lidla.
Następnie serdeczne zaproszenie do mycia zębów. I tu zawsze pada pytanie "A gdzie idziemy?" Odpowiadam jak co rano "Do przedszkola". I nagle, zasiadł na kanapie, stwierdził że nie może iść, że bardzo boli go noga, płakał, opowiadał o kilku możliwych momentach w dniu poprzednim kiedy mógł doznać urazu. A to uderzył się o framugę, a to skakał na trampolinie, a to upadł w piaskownicy - wszystko oczywiście w przedszkolu, żeby było trudno zweryfikować.
Uspokajał się co jakiś czas, więc zachęcaliśmy do przejścia w stronę łazienki, by zobaczyć czy faktycznie go boli. No boli jak nic, drze się, drobi kroczki jak gejsza i idzie skulony. Ledwo idzie. I tu właśnie krzyczę do mojego Starego "Jezus Maria! Jedziemy na ostry dyżur!" Wtem, nasza aktorzyna zmienia zeznania, że jednak nic nie boli, że może trochę gardło, albo szyja, albo nie, jednak noga, albo znowu jednak wszystko jest ok. Byle nie do lekarza. Przedszkole "nie", ale lekarz też nie załatwiał tego, co chciał sobie swoją rolą rodem z Hollywood załatwić.
Stary mówi, że może on jest zmęczony, i pyta go o to. Młody oczywiście potwierdza. Ale już nie raz takie rzeczy potwierdzał, po czym uskuteczniał skakanie przez godzinę na naszym łóżku, a tak bardzo chciał "pospać z mamusią na dużym łóżku". Rwę włosy z głowy, nie wiem za co się łapać, bo Stary do roboty już spóźniony, najmłodszy już dawno powinien iść spać na drzemkę, awantura telefoniczna w przedszkolu nakręcona (co tam się wczoraj wydarzyło i dlaczego o niczym nie wiemy), artysta zaczyna gubić się w zeznaniach....
I Stary mówi : "Ok, nie pojedziesz dziś do przedszkola, ani do lekarza, może chcesz iść z mamą na drzemkę?" I co? Wszystkie boleści świata odeszły w zapomnienie, najmniejszy poszedł na drzemkę, a De Niro razem ze mną przytulony poszedł spać w dużym łóżku - tak jak sobie wymarzył.
Czego to oni nie zrobią, by osiągnąć swój cel? Oj chyba więcej niż nam się wydaje.
Czas poszukać warsztatów aktorskich dla najmłodszych.
Czas poszukać warsztatów aktorskich dla najmłodszych.
Podoba Ci się ten post? Chcesz o tym podyskutować? Udostępnij post swoim znajomym, lub zostaw komentarz.

Komentarze
Prześlij komentarz