Ciąża to jednak choroba
Każdy kto mówi Ci, że ciąża to nie choroba albo w ciąży nigdy nie był, albo już tego nie pamięta, albo należy do tego wąskiego grona kobiet, które w ciąży potrafią czuć się świetnie. Ba! są nawet takie, które w ciąży czują się lepiej niż w niej nie będąc.
Nie ma się jednak co oszukiwać. Każda z nas ma jakieś dolegliwości. Można mieć mdłości, ciągłe wymioty, wzdęcia, uczucie senności nie do opanowania, spuchnięte nogi, nadciśnienie, parcie na pęcherz, zaparcia, żylaki, hemoroidy, pogorszenie wzroku, zgagę, bóle głowy czy nawet migreny, omdlenia, bóle kręgosłupa, hardcorowe skurcze nóg, które obudzą nawet umarłego. A to dopiero początek. Karuzela nastrojów spowodowana burzą hormonów przetaczającą się przez Twój organizm. Na koniec chodzisz jak kaczka, sapiesz, boli Cię już właściwie całe ciało, walczysz z bezsennością w nocy, a za każdym razem gdy wreszcie przyśniesz - budzisz się na siku. Jesteś wielorybem, skóra rozciągnięta do granic swoich możliwości swędzi niemiłosiernie. Ale nadal od "życzliwych" usłyszysz, że ciąża to nie choroba, że nie ma się co nad sobą użalać.
Najciekawiej jest w pracy, to chyba domena korporacji. Od kiedy ogłosisz wszem i wobec, że spodziewasz się dziecka sprawy zaczynają się toczyć jakby inaczej. Najpierw ogrom gratulacji i fałszywe uśmechy - a pod tymi uśmiechami zwyczajnie wkurwione twarze - zwłaszcza bezpośredniego przełożonego. Da się wyczuć kiedy ktoś cieszy się Twoim stanem, bo wie, że spełnia się właśnie Twoje marzenie, a kiedy zwyczajnie udaje, bo etykieta biurowa nakazuje gratulować, ale wizja wykonania Twojej pracy samodzielnie nie pozwala być naturalnie miłym. Spodziewaj się krzywych spojrzeń, kiedy powiesz o wyjściu do lekarza, o dniu na żądanie z powodu słabego samopoczucia, o tym, że musisz zwolnić tempo i że zamierzasz skorzystać z tego co Ci przysługuje - czyli 4 godzin dziennie przed kompem i ani minuty więcej. Nie zdziw się, jeśli weźmiesz tydzień L4 bo całe biuro kicha i prycha, a oni już będą obstawiać, czy po tygodniu wrócisz, czy może przedłużysz zwolnienie. Nie zrozumieją, że musisz dbać o siebie, bo przy chorobie będziesz się leczyć herbatą z cytryną i miodem, podczas kiedy całe biuro będzie wpierdalać ibuprom zatoki czy inny przyjemny lek z pseudoefydryną.
Wiem, że będziesz próbowała pracować jak dawniej i starała się może nawet jeszcze bardziej niż kiedyś, ale wiem też coś więcej - ciąża jest jak choroba, i trzeba w niej o siebie zadbać. Tabele przestawne, prezentacje, spotkania w sprawie spotkań, dokumenty promocyjne, ewaluacje... waga tych rzeczy rozśmieszy Cię dopiero kiedy urodzisz. Nagle zorientujesz się, że ci wszyscy ludzie biorący udział w wyścigu typowym dla korporacji są zwyczajnie śmieszni. Obsrywają się (tak jak Ty kiedyś) dealem z siecią handlową, rwą włosy z głowy, siedzą po nocach....a ważne jest zupełnie coś innego. Ale to będziesz mogła zrozumieć dopiero jak urodzisz swoje pierwsze dziecko. I wtedy będziesz wiedziała - patrząc wstecz na okres swojej ciąży - jak ważny to był czas i być może, będziesz nawet żałowała, że nie zwolniłaś tempa, że nie dałaś sobie więcej luzu, bo ten czas już nie wróci, a Twój organizm po ciąży i porodzie będzie jak po chorobie.
Jedna pani doktor powiedziała mi kiedyś, że ciąża i poród powodują uszczerbek na zdrowiu i, że ubezpieczalnie powinny wypłacać odszkodowania za % utraty zdrowia. Wiedziała co mówi - tyle Ci powiem.
Zaciekawił Cię ten post? Chcesz o tym podyskutować? Udostępnij go swoim znajomym, lub zostaw komentarz.
Komentarze
Prześlij komentarz