List do moich Synów
Dziś kiedy jesteście tacy mali i nadal nieporadni często zagryzam zęby, by
dać radę. Tak trudno jest być mamą. Nie Waszą mamą, ale mamą w ogóle. To rola
nie tylko wobec Was, czy niesamowicie wymagającego społeczeństwa, które ciągle
mnie ocenia, ale również wobec siebie samej. Być rodzicem to ciągła walka.
Walczę o Wasze zdrowie, dobre samopoczucie, spokojny regenerujący sen. Walczę o
miejsce w przedszkolu czy w żłobku przechodząc kolejne etapy rekrutacji. Walczę
o to by starczyło kasy by móc zapisać Was na basen.
Wspieram Wasze próby usamodzielnienia się, choć wiąże się to z szaleństwem
toczącym się w mojej głowie. Godzinami zakładacie skarpetki, but nie na tę nogę
co trzeba, uciekacie roześmiani kiedy gonię Was ze szczoteczkami do zębów, a
czas biegnie nieubłagalnie i ja wiem, że jesteśmy spóźnieni.
Staram się pozwolić Wam się potknąć i upaść tylko po to byście wiedzieli jak
to jest, a serce moje pęka na miliony kawałków gdy ocieram każdą jedną łzę z
Waszych słodkich miękkich policzków.
Jest mi ciężko, bo wiem, że muszę pracować, by Wam zapewnić podstawy, ale
też i przyjemności, wyjazdy, rozrywki, a jednocześnie wiem, że czas spędzony
przed ekranem komputera w biurze zamiast z Wami jest najgorzej spędzonym
czasem. Nikt mi go nie odda. Oczywiście można powiedzieć, że nie dzieje się Wam
przecież krzywda. Ale czy bycie Waszą mamą ma tak wyglądać? Czy ma mi
wystarczać fakt, że nie dzieje się Wam krzywda?
Chcę przy Was być. Teraz, kiedy jesteście mali i słodcy, kiedy przed
wieczorną kąpielą biegacie po domu na golaska zupełnie nieskrępowani. Kiedy
mówicie KOCHAM CIĘ MAMO, tulicie mnie i całujecie. Teraz kiedy słowo
"mama" ciśnie się na Wasze usteczka, w każdej niewygodnej czy trudnej
chwili. Wiem, że nim się obejrzę to minie. Wiem też, że będę musiała odpuścić i
pozwolić Wam iść dalej, żyć kumplami, dziewczynami, szkołą, a nie tylko mamą.
Wiem, że kiedyś będę marzyła by wrócił ten niewątpliwie trudny czas, który mamy
teraz, że zatęsknię za lulaniem Was do snu, przytulasami, pierdzioszkami,
zmianą pieluszek, za głaskaniem Was po czole w chorobie i za milionem pytań
"a co to?" i "dlaczego".
Wiem to wszystko bardzo dobrze, w teorii jestem świetna, ale jestem też
zmęczona codziennością. Rozpieprzonymi klopsami po całym domu, stertą zasikanego
prania, które nie może poczekać. Waszymi bitwami i szarpaniem się za łby.
Obrażaniem się jeden na drugiego i na mnie przy okazji. Zmęczona jestem
lawirowaniem, negocjowaniem, odpowiednim zadawaniem pytań, czy wydawaniem
rozkazów, walką z Waszym zmęczeniem: "Już nigdy nie zasnę, nie będę
spał!" ( tu ryk i krzyk ) i snem 2 minuty po tych ekscesach.
Pamiętajcie, życie to ciągłe wyzwania i próby. Dla Was teraz wyzwaniem jest
ogarnięcie widelca, czy nocnika, potem będzie szkoła, znajomości, relacje, potem,
pryszcze, dziewczyny, egzaminy, odpowiedzialność, praca a na końcu rodzina.
Zapamiętajcie, że moja szczerość, nie jest żalem, wylanym by przynieść mi ulgę.
Moja szczerość, to lekcja na Wasze dorosłe życie. Chcę byście doskonale to
zapamiętali, a w przyszłości okazali wsparcie i zrozumienie dla Kobiet Waszego
Życia, bo będą czuły podobnie do tego co ja czuję teraz.
Zamęczam Was: pozbieraj zabawki, pomóż mi wywiesić pranie, usiądź do
jedzenia przy stole ze wszystkimi, umyj ręce, schowaj buty do szafki, nie
poddawaj się, powiedz dzień dobry sąsiadce, wyrzuć pieluszkę..... Sama siebie
już tym zamęczam, ale wiem, że to, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat
pewne rzeczy będą przychodziły Wam naturalnie sprawi, że Wasze ukochane
dziewczyny, będą czuły się przy Was dobrze, że Wasze przyszłe żony, nie będą
dzwoniły do mamusi, czy koleżanki na skargę, że Wasze skarpetki walają się pod
kanapą, że deska nie opuszczona, że oczekujecie zamiast działać. Wiem, że
będziecie wspaniałymi mężczyznami, tak jak cudownymi i rozkosznymi jesteście
dziś chłopcami.
Kocham Was,
Mama
Zaciekawił Cię ten post? Chcesz o tym podyskutować? Udostępnij go swoim znajomym, lub zostaw komentarz.
Piękny list. Mogłabym powiedzieć moim trzem synom to samo!
OdpowiedzUsuń